IndeksIndeks  CalendarCalendar  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Stany Zjednoczone Ameryki.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Gość
Gość



PisanieTemat: Stany Zjednoczone Ameryki.   Sob Mar 26, 2016 1:00 am


Imię i Nazwisko: Alfred F. Jones.


Wygląd:

W najdłuższą noc roku Phil Stradlin, właściciel Lone Yards, jedynej knajpy w okolicy, wycierał do połysku długi, fornirowany bar. Gdy o dwudziestej stare, lampowe radio wyskrzeczało informacje o szalejącej śnieżycy i zasypaniu paru, krajowych dróg, wiedział, że zapowiada się wyjątkowo długi wieczór. Za drgającymi w drewnianych ramach okna, szybami, ciął niemiłosierny mróz i hulał wiatr.
Całe szczęście, nic nadal nie zakłócało dostaw prądu, więc mógł umilać sobie czas ulubionym kawałkiem Four Tops, który chrypliwie wygrywała jego wiekowa szafa grająca. Stała pod ścianą, dumnie wypinając bebech z palisandrowej okleiny i zarysowanego, czerwonego lakieru. Dziedzictwo kulturowe po wuju, wciąż z satysfakcjonującą werwą odtwarzało ulubione winyle i stanowiło przyjemny dodatek do wystroju całego wnętrza. Przy okazji zasłaniało kilka, koszmarnych zagięć lipowej boazerii, jako skutek przeprowadzania taniego remontu na własną rękę.
- Chyba prędko stąd nie wyjedziemy. I jakby co, zostało jeszcze trochę brandy w butelce.
W lokalu, prócz samego Phila, przebywał jeszcze jeden gość.
Zajmował miejsce niedaleko drzwi, chwilowo zapatrzony w zimowy krajobraz za oknem. Przed nim, na brzozowym blacie stał niski, pękaty kieliszek o tulipanowym kształcie, na którego dnie pozostało już jedynie tylko kilka kropel złotawego trunku.
- Wypije pan ze mną?
Mężczyzna pokręcił głową, wyciągając z kieszeni paczkę papierosów. Miał utartą zasadę niepalenia w pracy, aczkolwiek w tej wyjątkowej chwili postanowił przymrużyć na nią oko. Usiadłszy naprzeciwko swojego rozmówcy, podpalił końcówkę fajka i odpowiedział mu dopiero, gdy wypuścił smugę dymu z ust.
- Prowadzę. O ile ten cholerny, nastoletni grat nie zamarznie i zechce ruszyć. A pisali dziś w gazecie, że ma być całkiem pogodnie...Poczęstuje się pan?
Młodzieniec odmówił. Phil kojarzył jego twarz. Wpadał tu co trzeci-czwarty dzień na kawę i podwieczorek. Czasami, gdy pora była późniejsza, pokusił się o kieliszek jakiegoś alkoholu.
Pamiętał go jako uśmiechniętego i pogodnego blondyna o niebieskich oczach oraz rozwichrzonej czuprynie jasnych, słomkowych włosów. Zawsze nosił kanciaste okulary, na szyi zaś metalowe nieśmiertelniki. Ubierał się różnorako, lecz przy tym często zdradzając zamiłowanie do skórzanych, krótkich, lotniczych kurtek, które niepozbawione były kolorowych naszywek. Niestarannie dopiętą, jasną koszulę podwiązywał kaszmirowy krawat, a ściskał gabardynowy żakiet. Całości dopełniały ciężkie, uber wojskowe buty, ciasno wiązane na wysokości połowy łydki. Wyglądał dość postawnie, miał szerokie barki i – na oko – 178 centymetrów wzrostu. Z daleka mógł przypominać wesołego motocyklistę, który dość ekscentrycznie łączył luźny ubiór z eleganckim. Choć Phil nie przypominał sobie, ażeby kiedykolwiek towarzyszył mu ten masywny pojazd.
Kiedyś przyszedł w czymś podobnym do munduru, ale mężczyzna zapomniał spytać go o służbę w wojsku. Tamtego, czwartkowego popołudnia miał w knajpie spory ruch.
- Od następnego tygodnia będziemy robić burgery na zestawy obiadowe. Tak często pan pytał o nie Joyce, że w końcu pomyśleliśmy o tym poważniej. To nawet niegłupi pomysł...
Blondyn parsknął pod nosem.
- To dobrze. Macie świetną wieprzowinę. Ciężko w tym regionie o lepszą.
Dopiero teraz – z tej niewielkiej odległości - Philowi rzucił się w oczy napis na stalowej plakietce nieśmiertelnika.
- ...Pan Alfred... F. Jones, tak? - Wydukał.
- Miło poznać! W zasadzie, jutro JUŻ mamy poniedziałek. Jeśli nie odkopią nas i zostaniemy tu do rana, to liczę na burgery w ramach śniadania.
Mężczyzna uśmiechnął się, obiecując, że się postara.

Charakter:

Porozmawiajmy o Astro II.
Noszący podnazwę North Moon, poprzedzielany jest czternastoma warstwami izolacyjnymi. Tworzy to trzynaście samowystarczalnych, hermetycznych poziomów z jednym, dodatkowym, zaopatrzeniowo-technicznym, zwanym potocznie Arkadią. Miał kształt pękatego cygara, wykonany był z mieszanek włókna szklanego i stali, gładko wypolerowanej oraz pociągniętej impregnantem. Chroniący czoło, inkrustowany chromem oraz miedzią semiorganiczny mageokostrukt, tworzył w symbiozie z całością kinetyczną formę tarczy.
Alfred wręcz puchł z dumy, gdy na trzydziestym drugim poziomie, fundusze postaci pozwoliły mu na maksymalne ulepszenie statku. Czuł, że godziny spędzone na grzaniu konsoli nie poszły ostatecznie na marne. Warto było starać się i czekać, by na końcu wygrać kosmiczną wojnę z obcymi. Chwaląc w duchu samego siebie, od razu postanowił pochwalić się osiągnięciami na fanowskim streamie. Post z Kapitanem Ameryką na avatarze w dość krótkim czasie zdobył zawrotną liczbę polubień. To jedynie połechtało jego – i tak – zbyt wygórowane ego.
Dochodziła osiemnasta. Za oknem rozpościerała się malownicza panorama na jedną z ładnie rozświetlonych, waszyngtońskich ulic. Dla tego widoku opłaciło się wynająć mieszkanie na jedenastym piętrze. Alfred podszedł do okna i...-
-i dopiero chrupot zdeptanego chipsa na podłodze wyrwał go z letargu i uświadomił fakt, że jest beznadziejnie spóźniony. Co zdarzało mu się notorycznie. Spojrzał po części salonowej, po chwili stwierdzając, że kompletnie nie nadaje się na przyjęcie gości. Nawet jeśli chodzi o garstkę kumpli z pracy. Kawowy stolik zastawiały opakowania po zamówionych hamburgerach, pizzy, jak i kebabach. Kanapa została zasypana pojedynczymi frytkami oraz kuponami zniżkowymi do McDonalda. Na podłodze stała pokaźna kolekcja styropianowych kubków po latte z Coffeeheaven. Zaś aneks kuchenny witał jengą z brudnych naczyń i sztućców, pustymi butelkami po coli oraz torebkami niedojedzonych prażynek. Perspektywa sprzątnięcia tego syfu wydawała się nierealna do wykonania w ciągu najbliższych dwudziestu minut. Tak samo nieprawdopodobna, jak przemiana materii Amerykanina, który wchłaniając potężne ilości śmieciowego jedzenia, na wadze nie przybierał praktycznie wcale. Szczęściem, skoro fast foody były niemalże podstawą jego codziennej diety.
Alfred organizował przyjacielskie spotkania stosunkowo często. Równie często, co sam na nie wychodził. Jako wyjątkowy ekstrawertyk, ciężko znosił momenty samotności. Jeśli bywał chory lub też nie miał możliwości pomęczenia kogoś swoją nieskromną osobą, wykonywał masę długich połączeń telefonicznych. Potrzebował stałego kontaktu tak samo mocno, jak bardzo intensywnie chciał czuć się lubianym czy potrzebnym. A najlepiej i jedno i drugie.
Postanowił zaryzykować. Planów psuć nie chciał, a w pewnym momencie poczuł bohaterską motywację względem realizacji pomysłu kompaktowego poskładania zalegających śmieci do szafek i lodówki. Koszulka z logiem Supermana przecież do czegoś zobowiązywała.
Miał bujną wyobraźnię i czasem szczerze twierdził, że jest wszystkim i może wszystko. Cały świat patrzył na Stany Zjednoczone, a on pławił się w reflektorach massmediów niczym celebryta na czerwonym dywanie. Uwielbiał być w centrum uwagi, kochał, gdy się go słuchało, a posłuch przyprawiał o poczucie niezdrowej satysfakcji. Najpewniej sprawiał przez to wrażenie narcystycznego, ale...
...on chyba faktycznie taki był. Przy tym dość pewny siebie i bezczelny, napisał esemesa do kumpla, pytając o niejakiego Danny'ego Marsha, z którym ostatnio miał bardzo na pieńku. Poszło o jakiś dziwny wkręt, ale Alfredowi ostatecznie niewiele było trzeba, by wybuchł. Nie należał do osób biernych, więc jeśli coś go denerwowało, śmiało wygłaszał swoje myśli. Gdy sytuacja wymagała, nie powściągał się również od rękoczynów.
Sprawiedliwość musiała być, a on mając radosnego fioła na punkcie tego pojęcia, zainterweniował. Lubił wtryniać nosa w nieswoje sprawy, acz nie uważał tego za wadę. Święcie przekonany o potrzebie wspierania słabszych, jak również o intensywnym wyczekiwaniu jego osoby przez innych, szybko otrzymywał plakietkę 'tego namolnego'. W efekcie prawdziwe, szczere relacje, opierające się na czymś więcej niż piątkowym piwku, tworzył powoli oraz dość opornie.
Czerwone opakowania po frytkach z żółtym 'M' na samym środku, złośliwie wystawiały swoje rogi poza obręb kuchennej szafki, do której zostały desperacko wciskane. Obiecał sobie, że gdy pójdzie biegać następnego ranka, wyniesie wszystkie śmieci do osiedlowego kontenera.
Uwielbiał sport. Imał się tak samo praktyki, co śledzenia zawodów na ekranie telewizora. Nie ograniczając się do jednej czy dwóch dyscyplin, przy stosownej okazji rad jest próbować kompletnie wszystkiego. Nawet jeśli na co dzień posiada skonkretyzowany zestaw ćwiczeń, który jest wykonalny i dostępny dla każdego przeciętniaka.
Gdy usłyszał brzęczenie dzwonka, ze sprzątaniem był w niecałej połowie. Chcąc, nie chcąc, ostatecznie musiał machnąć ręką na kwestie porządku.
Rozmowa kleiła się jak owocowa guma do spodu szkolnej ławki. Alfredowi nigdy nie brakowało języka w gębie. Zawsze, w jakiś sposób, potrafił wybrnąć nawet z niewygodnego tematu. Czy wypowiadał się inteligentnie? Zdecydowanie nie. Zawsze luźno, swobodnie, czasem wulgarnie lub żartobliwie. Poza tym był ignorantem w każdym, możliwym aspekcie, lubił mieć własne zdanie, zwykle musiał postawić na swoim, a przy tym cholernie ciężko go do czegokolwiek przekonać. Statyczny w - nierzadko dziwnych i niewłaściwych poglądach - ewentualne luki wypełniał łatwowiernym chłonięciem informacji z mediów.
Nie lubił być ograniczany. Zawsze hołdował swobodzie oraz wolności. Istnieje zerowe prawdopodobieństwo, że dostosuje się do zadanego polecenia albo nakazu. To klasyczny, urodzony indywidualista.
Spotkanie popłynęło w najlepsze. Szkoda, że nie udało zebrać się z stosunkowo większym gronie. Zwłaszcza, że Alfred kochał duże rzeczy, duże ilości i ogółem, gdy wszystkiego było... dużo. Przynajmniej przypadła mu promocyjnie powiększona paczka chipsów.

Relacje:

Jako, że USA ma wyjątkowo szeroki wachlarz relacji i spisanie wszystkiego byłoby bardzo praco- i czasochłonne, pozwolę sobie zamieścić tylko te najważniejsze w kwestii forumowej gry.

Anglia – Na dzień dzisiejszy łączą ich pozytywne relacje, choć trzeba przyznać, że nie zawsze tak było. Alfred uwielbia go drażnić, aczkolwiek pomimo okazywanych, lekkich złośliwości, chciałby mieć w Arthurze bratnią duszę. Na nieszczęście innych nacji i ludzi, mają podobne gusta kulinarne. Amerykanin jest – prawdopodobnie – jedyną osobą, która potrafi pałaszować angielskie ciasteczka bez uszczerbku na zdrowiu.

Francja – Niedoszły opiekun Alfreda. Dzisiaj (przynajmniej z perspektywy USA) – przyjaciel. Acz dla samego Francji, USA jest ważnym partnerem politycznym, nawet jeśli przejawia ciche niechęci wobec zapędów imperialistycznych.
Statua Wolności jest prezentem od Francisa na setne urodziny Amerykanina i jak widać, świetnie się przyjął.

Japonia – Na dzień dzisiejszy jest to relacja niezwykle pozytywna. Przejawiają wiele wspólnych zainteresowań – szczególnie w kwestii nowinek technologicznych czy gier komputerowych. Lecz swego czasu niespecjalnie za sobą przepadali. Szczególnie w okresie II Wojny Światowej.

Kanada – Alfred twierdzi, że Kanada powinna być przyłączona do USA i zdarza się, że wciąż zagaja ten temat z Matthew'em. Wydawałoby sie, że czasami ich relacje wyglądają na nieco ochłodzone i na przestrzeni lat – faktycznie daje się odnaleźć parę problemów. Aczkolwiek, jako sąsiedzi, są dla siebie ważnymi partnerami politycznymi. (Chociażby NAFTA)

Bliski Wschód – Ciągła walka z terroryzmem. Dzieje się dużo, mówi się jeszcze więcej.

Korea Południowa – Jedna z niewielu nacji, w których Alfred upatruje szczerej, przyjacielskiej relacji. Z początku dość nieufnie, z czasem zbliżyli się do siebie przy współpracowaniu w czasie wojny koreańskiej. Pomagają sobie militarnie.

Meksyk – Niespecjalnie za sobą przepadają. Alfred nie jest zadowolony z masowych migracji ludności na ich wspólnej granicy, jak również z żywo kwitnącego tam – narkotykowego handlu. Lubi mu dogryzać, dokuczać, wypominać pewne rzeczy. Acz wszystko wciąż na zasadzie braterskiej zaciętości. W razie potrzeby najpewniej udzieliłby stosownej pomocy.

Niemcy – Pozytywna relacja, nawet jeśli nie tak dawno temu walczyli po przeciwnych stronach barykady.

Kuba – Gdy nadarza się okazja, doskakują sobie do oczu. Obecnie Alfred bezprawnie przywłaszcza sobie kawałek kubańskiego wybrzeża.

Rosja – Wydaje się, że wciąż prowadzą cichą, niepisaną, polityczną Zimną Wojnę. Alfred traktuje tę relację dość poważnie. Rosja to wielkie, znaczące mocarstwo i realne zagrożenie zarówno dla USA, jak i reszty świata. Trzeba mieć go na oku.

Chiny – Państwo, u którego Alfred lubi się zapożyczać i z którym prowadzi bardzo czynny dialog. Łączy ich szerokie pasmo umów handlowych. Relacje dość pozytywne, acz niepolegające na szczerym zaufaniu.


Ciekawostki:

Alfred przyjaźni się z kosmitą o imieniu Tony, choć sam – o ironio - nie wierzy w zmyślonych, magicznych przyjaciół Arthura. Ponadto dysponuje wręcz nadludzką siłą.
Uwielbia komiksy i filmy, zwłaszcza trącających o tematykę superbohaterów. Posiada pokaźną kolekcję papierowych egzemplarzy, płyt oraz przeróżnych gadżetów. Ma niesamowite problemy z geografią. Prawa jazdy natomiast rozdaje od lat szesnastu, broń od osiemnastu lat, acz pełnoletnim obywatelem człowiek staje się dopiero przy dwudziestej pierwszej wiosence. Najwięcej laureatów nagrody Nobla – aż 257 osób – urodziło się na terenie USA. Jeden na siedmiu Amerykanów ma minimum dziesięć kart kredytowych. Pierwszą stolicą USA był Nowy Jork. W niektórych automatach można kupić nawet iPody. Coca-cola powstała w Atlancie. USA to drugi (zaraz po Indiach) producent filmów na świecie. Przy archipelagu wysp Floryda Keys rozpościera się trzecia pod względem wielkości rafa koralowa. W stanie Montana ilość bydła trzykrotnie przekracza ilość mieszkańców. W USA nadal nie ustalono oficjalnego języka państwowego. Jedynie 55 procent Amerykanów zdaje sobie sprawę z faktu, że Słońce jest gwiazdą. W Las Vegas całowanie mężczyzn noszących brodę jest niezgodne z prawem.
Długo możnaby jeszcze wymieniać.
Powrót do góry Go down
Finlandia
Admin
avatar

Liczba postów : 1098

PisanieTemat: Re: Stany Zjednoczone Ameryki.   Sob Mar 26, 2016 9:08 am

Akcept.

______________________________________________________
"(...) miewała czasami dziwne pomysły, czemu nie można się dziwić, jej mama była Rosjanką, a raczej Polką, a to przecież ludzie zupełnie innego rodzaju niż my." - Runar Schildt "Słabszy"
Powrót do góry Go down
 
Stany Zjednoczone Ameryki.
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Ekipa!  :: Pozostałe :: Archiwum KP-
Skocz do: