IndeksIndeks  CalendarCalendar  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Firm on rock and strong by sea

Go down 
AutorWiadomość
Gość
Gość



PisanieTemat: Firm on rock and strong by sea   Pią Lip 01, 2016 5:32 pm

Imię: Reilly Brenden (choć wolałby, żeby zwracać się do niego drugim imieniem)
Nazwisko: Langlois

Charakter:
Generalnie z tym to nigdy nie wiadomo, na co się w danym momencie trafi. No bo tak, niby z jednej strony jeden z rajów podatkowych, klimat piękny, ładny i w ogóle, nie ma się czym w zasadzie przejmować... Bren naprawdę stara się zachować to pozytywne myślenie. Stara się, a jak wychodzi? Najczęściej na tyle, żeby uwierzył sam sobie. Organizacja różnych festiwali ma w tym swój udział, to na pewno, do tego dorzucamy turnieje sportowe i już Jersey jest po tej "jasnej stronie Mocy". Wtedy jest bardziej skory i do rozmów, i do rozszerzania grona swoich kontaktów. Czasem może spróbować zażartować, ale z tym powinien uważać, bo, jak wiadomo, humor to i tak brytyjski... najczęściej. Czasem coś zaczerpnie od Francji - na przykład okazje, kiedy wpuści się go do kuchni są z typu "na poprawę nastroju". Gotuje, bo lubi i sprawia mu to przyjemność, owoców morza ma trochę pod ręką, bo to one najczęściej padają jego ofiarami. Podsumowując, jeśli nic nie stoi takiemu na przeszkodzie, jest bardziej otwarty, częściej się uśmiechnie. Może czasem kogoś nawet wyciągnie na koncert, jak będzie okazja. Albo do sportów wodnych, bo te wręcz uwielbia. Właśnie, a propos sportów - jest coś takiego jak Island Games... coś w rodzaju Igrzysk Olimpijskich? Powiedzmy. Jersey lubi chwalić się najczęstszymi sukcesami w tym turnieju. Czasem nawet aż za często - do tego stopnia, że przy każdej kłótni z wyspami (Guernsey, Man, Szetlandy, Wyspy Owcze, itd.) to wyciągnie co najmniej raz.
Z drugiej strony, na jego nieszczęście dość często... Jers jest dość zamkniętym w sobie typem, podchodzącym do nieznajomych jak przysłowiowy "pies do jeża". Długo będzie się koło kogoś kręcił, zanim się z daną osobą da lepiej poznać. Jeśli z kolei ktoś nieznajomy będzie wychodził do niego z inicjatywą... Niektórzy (Francja) już się przekonali, jak to jest "zagrozić" Brendenowi (a myślicie, że tyle tych fortyfikacji to po co na wyspie? Teraz może do ozdoby, ale niesmak pozostał). W tych gorszych momentach najpewniej schowa się za książką i tam będzie siedział, póki go ktoś siłą nie zmusi, albo inaczej nie przekona.
Należy też wspomnieć, niestety, o pewnej przykrej przypadłości Jersa - może i sprawiać wrażenie spokojnego, inteligentnego nawet, o ile nie odbije mu zupełna głupawka, ale i w tym czai się ciemna strona - potwierdzona przez przypadki, kiedy to czyjeś rodziny (najczęściej polskie), w niejednokrotnie dość brutalny sposób, cierpiały na wyspie. A co dopiero ośrodek wychowawczy, w którym znaleziono zęby wychowanków. Nie wszystkie zęby wypadały z przyczyn zupełnie naturalnych i nie mówimy tu o wybiciu ich sobie o kamień po potknięciu o własne nogi na prostej drodze...

Wygląd:
W zasadzie nie ma tu o czym pisać, bo gdyby tak zobaczyć Brendena w tłumie, to by można było przejść obok i nawet nie zauważyć (a potem mieć pretensje, czemu się nie odezwał i nie zwrócił na siebie uwagi). No bo tak, nie jest to jakieś wysokie – średnia wzrostu może jest, powiedzmy jakieś metr siedemdziesiąt sześć (tak, wyższy od braciszka Gunerna), ale i tak można go łatwo przeoczyć. Ze swoimi nieco dłuższymi ciemnobrązowymi włosami też z powodzeniem mógłby robić za kameleona. Na świat patrzy przez pryzmat niebieskich oczu… któremu to niebieskiemu w zasadzie bliżej do pociemniałego nieba przed burzą, ale to już nie bądźmy drobiazgowi. Czasem trochę zadziera nosa, to i pewnie stad ten tak wygląda, na to się już raczej nic nie poradzi (a może to zasługa braciszka, tak się przecież "lubią"…)
Nie tak znowu źle zbudowaną sylwetkę (w końcu sporty i tak dalej) najczęściej chowa pod ciemnymi kolorami. A bo to praktyczniej, poza tym nie jest tam tak ciepło, żeby nie można było sobie pozwolić na ciemne ciuchy, bo się przegrzejesz (a nawet jeśli, to i tak by założył, bo "co, ja nie dam rady?"). Oficjalne wdzianka zakłada niezwykle rzadko, po prostu tego nie lubi i nie czuje się w nich na tyle komfortowo, żeby wytrzymać dłużej "pod krawatem". Ale jeśli już się zdarzy jakaś okazja, kolory swoich zwykłych ubrań przeniesie też na oficjalne.

Relacje:

Mała wysepka, to i w sumie szerokich relacji nie ma... Ale ktoś tam jednak jest:

- RZYM, NORMANDIA, RUDE I WREDNE - no to tak, Rzymianie podobno byli tam dość wcześnie i niby od nich się zaczęło... tak trochę, powiedzmy. Potem Normandia, między którą to przerzucali się trochę wyspą z Anglikami (ale Wikingowie przynajmniej wbili coś do głowy w międzyczasie). A te stare Rude... popanoszyło się i wróciło na kontynent, i tyle go widzieli. Na całe szczęście...

- ANGLIA (i spółka) - z tym to bywało różnie, ale skończyło się na tym, że
jednak Jersey zostało pod Koroną. Widać musiał sobie czymś u Jersa na to zasłużyć, czyli... kiedyś było lepiej, a teraz, wiadomo - nastawienie ironiczno-zaczepne do Anglika przejął tak po Francji jak po reszcie Wyspiarzy (no i jeszcze ten Brexit...)

- FRANCJA - też miał swój udział w kształtowaniu kultury, tak na dobrą sprawę. Mimo tego, że Jersey próbował trzymać się własnych planów, chcąc czy nie, coś podłapał. Nadal są po sąsiedzku przez trochę wody, a i czasem można pogadać, tak... mimo wszystko, jak już nawet brata ma się dość (czyli zawsze...?) I tak lepszy niż taki Niemiec...

- NIEMCY - okupacja niemiecka i panoszenie się nie gorzej od samych Starożytnych. Niemcy robili co chcieli, do tego nabudowali jeszcze trochę fortyfikacji w międzyczasie... Oj, Jersey zraził się mocno do ludzi przez Niemca. Nietrudno się domyślić, że nadal ma do niego uraz i najchętniej to by w życiu więcej nie spotkał.

- GUERNSEY, WYSPA MAN - gdyby nie fakt, że każdy ma tam jakieś swoje sprawy, ta trójka byłaby najprawdopodobniej najczęstszym widokiem, bo jak tu się nie dogadać z kimś o praktycznie identycznym statusie? Ale po kolei. Guern to, wbrew pozorom nie bliźniak. Znaczy, może, ale podobni do siebie w ogóle nie są i zachowują się zupełnie inaczej. Lubią się za to powyzywać od najgorszych w ramach tejże braterskiej miłości. Chociaż, jak to często bywa, kłócą się z nudów, a tak naprawdę są w stanie wzajemnie się wspierać. Z Manem jest podobnie - niby daleko i w ogóle, ale traktowany jak swój. A to się gdzieś pójdzie, a to się po prostu usiądzie na d... tyłku i w coś pogra nawet. Grunt że jest ktoś, do kogo można bez krępacji otworzyć paszczę. No i jest kogo pobić w tym czy innym turnieju...

- POLSKA, ROSJA - może ktoś jeszcze jakby tak się uprzeć… głównie uchodźcy polityczni. Nie żeby coś, w sumie nie byłoby tak źle, w końcu za okupacji niemieckiej nawet się szło z takimi jakoś dogadać... Teraz w zasadzie tylko Polacy mają tam niewesoło. Próby załagodzenia są, a jakże, ale zobaczymy, zobaczymy...

Ciekawostki:
- Podobno po okolicach kręciły się nawet mamuty
- ...czy ta wyspa aby nie była swego czasu wykorzystywana jako cmentarna? Podejrzanie dużo tam śladów po tego typu sprawach.
- Nadal wierzy w czarownice, mimo że najbardziej wierzono w nie X czasu temu
- Chleb inny niż kabaczkowy to nie chleb, jasne? W ogóle, kabaczki nadają się do wszystkiego, do zup, do innych dań...
- Produkuje się tam coś zwanego "czarnym masłem". Bez mleka. Z jabłek i przypraw, taki... dżem. Z likierem.
- Za Chiny się byle komu nie przyzna, że lubi punk i metal...

(nieumiempisaćkartniebijcie)
Powtórzę - nie mówcie do mnie "Celt". Wiem, że możecie mnie z tego kojarzyć, ale przypominanie mi o tej postaci, do której raczej nie wrócę, boli. Mimo wszystko. Z góry dziękuję.
Powrót do góry Go down
Kraj Basków
Admin
avatar

Liczba postów : 1015

PisanieTemat: Re: Firm on rock and strong by sea   Pią Lip 01, 2016 7:30 pm

Akcept

______________________________________________________
Powrót do góry Go down
 
Firm on rock and strong by sea
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Lazure Rock Title Fight

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Ekipa!  :: Pozostałe :: Archiwum KP-
Skocz do: